Brak szacunku do siebie kosztuje

Unikanie stanowczego upominania się o rozliczenie i potępienie katów ze Wschodu oraz akceptowanie wybielania historii Niemiec kosztem Polski bierze swój początek w tym samym poczuciu słabości i uległości. Jako państwo jesteśmy bierni w sprawie rozliczenia ludobójstwa wołyńskiego i bezradni wobec zakłamywania historii II wojny światowej przez instytucje niemieckie. 70 lat temu przez Wołyń, Galicję Wschodnią i Podole przetoczyła się fala ludobójstwa, którego okrucieństwo do dziś nie pozostawia nikogo obojętnym. Wbrew dyskusjom toczącym się w polskim Sejmie, użycie słowa „ludobójstwo” nie jest na wyrost. Przeciwnie – to najbardziej precyzyjne określenie zbrodni popełnianych na Polakach przez ich ukraińskich sąsiadów, których apogeum przypada na lipiec 1943 r. Nigdy nie zapomnę rozmów z tymi, którzy przetrwali to krwawe piekło i nadal mieszkają tam, gdzie ich ono dopadło. Choć minęło już kilkadziesiąt lat, trudno nie odnieść wrażenia, iż ocaleni z ludobójstwa ciągle boją się powrotu zbrodni. Gdy opowiadają o tym, co przeszli, ściszają głos, wcześniej sprawdzają, czy w pobliżu nie ma obcych. Pamiętam panią z Podkamienia, która cudem uniknęła śmierci w miejscowym klasztorze. W murach świątyni schronili się mieszkańcy okolicznych miejscowości, oddziały UPA dokonały oblężenia. Nielicznym Polakom udało się przedrzeć przez kordon morderców i dzięki temu przeżyli. Ocalona doskonale pamięta tych, którzy po zdobyciu klasztoru wyszukiwali uciekinierów. Nie ma wątpliwości, kto denuncjował
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze