Nowa germanizacja polityczna

Nie, nie grozi nam na pewno germanizacja Polski. A ściślej, nie grozi nam germanizacja w starym, XIX- czy XX-wiecznym stylu. Nikt nie będzie zmuszał Polaków, aby mówili po niemiecku ani zakazywał polskiej mowy. Ale teza, że nie grozi nam „germanizacja à la Hakata”, nie przeczy tezie, że grozi nam germanizacja polityczna i ekonomiczna. Co oznacza germanizacja polityczna? Aby ją zrozumieć, wystarczy obejrzeć jakiś film dokumentalny – zapis ostatnich sześciu lat w Polsce. W każdej ważnej sprawie Warszawa była na gwizdek Berlina. Kiedy trzeba było poprzeć korzystny dla RFN, ale bardzo niekorzystny ekonomicznie dla Rzeczypospolitej Pakiet Klimatyczny, Tusk uczynił to w podskokach. Ba, formalnie decyzję o tym podjęto na, uwaga, wspólnym posiedzeniu rządu CDU–CS–FDP i PO–PSL (ciekawe, że z tych partii tylko jedna − niemieccy liberałowie z FDP − nie jest w Europejskiej Partii Ludowej − EPP, której największą część składową stanowią oczywiście niemieccy chadecy) w Warszawie tuż przed szczytem UE w Brukseli, gdzie potwierdzono przyjęcie tego dokumentu. Dokumentu, o którym prezydent Francji Nicolas Sarkozy z charakterystyczną dla siebie arogancką szczerością mówił w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, że jest korzystny dla „starej Unii”. Żałosny premier III RP w stolicy Belgii otrąbił wynik tego szczytu jako… wielki sukces Polski, by za cztery lata go zawetować! Dalej: Polska skorzystała z tego, aby – trawestując Chiraca – siedzieć cicho, gdy w ramach „nowego Rapallo” Niemcy z 
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze