Czy wróci Europa Jagiellonów

Narody, które znalazły się pod carską niewolą i jeszcze gorszą bolszewicką, mogą czasy I Rzeczypospolitej wspominać z głęboką nostalgią. Nie chodzi o odbudowę I Rzeczypospolitej ani o próby zawiązania nawet nowej unii na terenach Polski i byłego ZSRR. Chodzi przede wszystkim o unikatowy sojusz państw wywodzących się z kilku tradycji, przede wszystkim łacińskiej i bizantyjskiej, które przez kilkaset lat tworzyły w tym regionie własną kulturę, normy cywilizacyjne i promieniowały nową jakością na całą Europę. Ta tradycja odrzucała despotyzm, dawała obywatelom ogromny zakres tolerancji, pomagała wykorzystać wspaniałe cechy różnych kultur do rozwoju społeczeństw i poszczególnych jednostek. Przede wszystkim politycznie opierała się zakusom podboju ze Wschodu. Nie ma jednej granicy Europy Jagiellońskiej. Jej prekursorem była unia polsko-węgierska, która chociaż ostatecznie w całości nigdy w ramach państwa Jagiellonów nie została skonsumowana, istniała jako potencjalnie przyjazny sojusz, a po podziale Węgier zaowocowała rządami Stefana Batorego z Siedmiogrodu. Trudno też wyznaczyć wschodnią i południową granicę. Ta przesuwała się nie tylko na tereny dzisiejszych Bałtów, Ukrainy, Białorusi, lecz także i kawałków dzisiejszej Rosji. Państwo Jagiellonów nie powstało w wyniku podboju, lecz udanych i zaakceptowanych przez rządzących porozumień. To był klucz do zrozumienia sukcesu tej idei. Trzeba było się dogadywać, przyjmując partnera z całą jego różnorodnością i bogactwem, ale też i
     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze