Czas faryzeuszy

„Tygodnik” a prości ludzie z parafii O roli lewicy katolickiej czy katolików postępowych przed rokiem 1989 i po nim napisano już wiele, ale ciągle jeszcze zostaje coś do dodania. Najważniejsza bowiem nie była ani lewicowość, ani postępowość „Tygodnika Powszechnego” i związanych z nim środowisk. W znacznej części istotnie były one postępowe, głosząc soborowe hasło otwarcia Kościoła na świat; ich lewicowość miała jednak znaczenie dość umowne. Natomiast prawdziwym kluczem do zrozumienia mentalności i postępowania politycznego całej tej formacji jest – powtórzmy – ciągłe wysuwanie na pierwszy plan cechującego tę grupę, zwłaszcza w jej własnych oczach, intelektualizmu. Na przekonaniu o własnej umysłowej wyższości nad przeciętnymi Polakami polegał swoisty kompleks intelektualny owego środowiska. Jak każdy kompleks objawił się on w sposób podwójny. Po pierwsze, jako wspomniana już osobliwa mania wielkości w stosunku do ogółu katolickiego społeczeństwa. Po drugie, jako kompleks niższości w stosunku do intelektualistów i luminarzy sceny kulturalnej, którzy niemal bez wyjątku pozostawali poza Kościołem. W XX wieku istnieli co prawda – we Francji i u nas –  pisarze katoliccy, ale nie było „katolickich intelektualistów”. W PRL krążył dowcip, że inteligencja katolicka nie istnieje, bo istnieje „albo inteligencja, albo katolicka”. W tym kręgu myślano podobnie. Toteż kiedy na łamach „Tygodnika Powszechnego” zechciał coś opublikować jakiś sławny autor ateista, zawsze
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze