Gruzja i kaukaskie domino

Patrzenie na Gruzję wyłącznie przez pryzmat polityki, choćby i międzynarodowej, zawęża perspektywy. Warto przyjrzeć się problemom społecznym. One mogą o tym narodzie powiedzieć więcej niż analizy politologów.

Cerkiew rośnie w siłę

W ostatnim czasie nastąpił tutaj wzrost liczby urodzin. Najwyższy czas. To ważne dla nacji, której zaledwie 60 proc. (!) żyje w granicach obecnego państwa: zaledwie 5 na 8 mln. Reszta mieszka w Turcji (1,5 mln), w Rosji (1 mln), Iranie (600 tys.), garstka natomiast w Azerbejdżanie i Afganistanie. Jeszcze niedawno liczba aborcji na jedna Gruzinkę wynosiła – trudno w to wręcz uwierzyć: 6–7! Dziś się zmniejszyła. Kościół prawosławny, który jest tutaj Kościołem narodowym, wspiera wielodzietność. Patriarcha Ilia II, czyli głowa tutejszego Kościoła, osobiście (!) chrzci każde trzecie i kolejne dziecko w rodzinie, jeśli tylko ta tego sobie zażyczy. I tak raz na kwartał w katedrze w Tbilisi odbywa się zbiorowy chrzest setek dzieci.

Skądinąd dla prawosławia idą tu lepsze, a właściwie jeszcze lepsze czasy niż dotąd. Zwierzchnicy Kościoła prawosławnego uważali ekipę prezydenta Saakaszwilego za zbyt „liberalną”, laicką, zbyt prozachodnią. Premier Bidzina Iwaniszwili już za takiego nadmiernie prozachodniego nie uchodzi. Zapewne będzie wobec Cerkwi bardziej ustępliwy. Niektórzy zachodni dyplomaci uważają, że w ostatnim czasie Kościół prawosławny ma tendencję wręcz zastępowania państwa. Czy tak jest w rzeczywistości? Jako przykład podają, że przed ważnym głosowaniem w obronie wartości chrześcijańskich w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy patriarcha po prostu wezwał do swojej siedziby posłów, którzy w Strasburgu reprezentują Gruzję, i powiedział, jak mają głosować.

Ciekawostką jest, że Cerkiew jest finansowana... z budżetu państwa. Nie tylko, ale także. Dostaje mniej więcej tyle pieniędzy co średnie ministerstwo. Ale też z drugiej strony warto wspomnieć o heroicznej karcie prawosławia w...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: