Ja w sprawie jesieni

Będziecie recytować Izydora, a w przerwach przepytywać dzieci z gatunków drzew i krzewów. Z szyszek i żołędzi. Wiewiórek i dzików. Obawiam się, że dzisiejsi intelektualiści mają problem nawet z tym odróżnieniem i wiewiórki często mylą z dzikami. „Człowiek dochodzi do poznania Boga Stwórcy przez naturę, jak gdyby wspinając się po stopniach zrozumienia. Mianowicie od bytów pozbawionych czucia wznosi się ku czującym, od czujących wznosi się ku obdarzonym rozumem, od obdarzonych rozumem wznosi się ku Stwórcy”. Do pełnej teologii wystarczą więc las, pies i dzieci. Wejdziemy w tę sytuację i już możemy uprawiać jesienną teologię. Wzięcie Izydora wskazane jak najbardziej. W dawnych wiekach był to bowiem jeden z podstawowych podręczników teologii. Dzięki niemu widać, jak w klarowny sposób można uprawiać świętą naukę i jak blisko jest ona naszego życia. Idziemy sobie zatem po ścieżce i szuramy. Pamiętacie tę frajdę? Liście pod butami, przed butami i na butach. Opowiadamy sobie, dlaczego czerwienieją, dlaczego schną i dlaczego opadają. Ćwiczymy przy tym gramatykę naszego języka. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wszystko przemija, jak te liście – mówimy filozoficznie, a dzieci są zachwycone, póki któreś z nich nie podważy naszej sentencji. A Bóg? Któreś zapyta. Przecież on nie przemija. Lektura Izydora przynosi w końcu dobre efekty „To my, ludzie, a nie Pan, wiemy, czym są czasy – teraźniejszy, przeszły i przyszły”. Te proste jesienne lekcje ze św. Izydorem polecam każdemu.
     
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze