Umiędzynarodowienie śledztwa smoleńskiego w Unii

Mówiąc wprost: w normalnej sytuacji po 10 kwietnia 2010 r. Tuskowi, chociażby nie znosił śp. Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego, wręcz opłacałoby się twardo upominać się o kontrolę nad rosyjskim śledztwem lub o udział w nim. Więcej: nie miałby innego wyboru. Do takiej właśnie sytuacji odnosi się słynna sentencja Iron Lady, premier Jej Królewskiej Mości Margaret Thatcher: „There is no alternative” (Nie ma alternatywy).Unia chciała, Tusk nie Pójdę dalej: nawet zakładając, że Tusk i jego słabiutkie, nieprofesjonalne zaplecze robią katastrofalny błąd i z braku elementarnej wiedzy o międzynarodowym prawie lotniczym i regulujących je konwencjach zgadzają się na rosyjską propozycję dla nich najwygodniejszą, to przecież szef rządu PO–PSL miałby jeszcze jedną, jedyną szansę na doprowadzenie do przynajmniej częściowej kontroli działań Rosjan w „sprawie smoleńskiej”. Tą szansą był „telefon do przyjaciela”. To metafora. Chodzi oczywiście o telefon, a raczej formalne zwrócenie się do Unii Europejskiej z prośbą o zaangażowanie się w śledztwo i wysłanie do Rosji swoich przedstawicieli i ekspertów. Tę możliwość Tusk bezsprzecznie miał. Ba, była ona mu wręcz sugerowana przez Komisję Europejską. Najpierw w zawoalowany sposób, później już całkowicie wprost i publicznie. Na zdrowy rozum z takiej możliwości szef rządu i Platformy Obywatelskiej powinien „w try miga” skorzystać. Choćby po to, aby ten mistrz PR (mistrz do czasu, jak się teraz okazuje) mógł polskiej opinii
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze