Miasto, mit, Warszawa

To takie spacerowanie, w czasie którego otwierają się kolejne sensy i miasto zaczyna być bardziej zrozumiałe. Trudno zresztą było na ten trop nie wpaść, skoro naszym pierwszym mieszkaniem okazał się blok na Woli. Stąd i wszechobecność tablic informujących o miejscach egzekucji i cmentarze. W tym cmentarz ewangelicki: cichy, piękny i majestatyczny – ten sam, na którym toczyły się ciężkie walki powstańcze i gdzie można znaleźć sporą liczbę powstańczych relikwii, jak choćby przestrzelonych pomników. To właśnie te wizyty sprawiły, że powróciłem do lektury „Miasta i mitu” Władimira Toporowa. Dzieła, które składa się z dwóch esejów. Pierwszy poświęcony jest rozdarciu miasta między dwa wzorce: Babilonu i Jerozolimy, piekła i Nieba. Trudno o lepszą dychotomię dla Warszawy i stosowniejsze dla niej porównania. W końcu to miasta, które dotknięte zostały przez zło niemal absolutne, a zarazem to w nich mógł ujawnić się ludzki heroizm. To rozdarcie między Babilon i Jerozolimę jest jakoś nieustannie tu odczuwalne, można z nim spacerować i mu się przyglądać. Można usiąść w tym, co pozostało z Ogrodu Saskiego, i myśleć o dwóch miastach, które przewijają się w tym jednym. I kiedy tak będziemy siedzieć sobie w Saskim Ogrodzie i rozmyślać o przekleństwie i zbawieniu w stolicy, zrozumiemy, że o Warszawie można myśleć jak o Petersburgu z drugiego eseju Toporowa, czyli i stolicy jako strukturze sakralnej. Jak bowiem nie przejść do kategorii teologicznych, jeśli dotykamy eschatonu – tego, co
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze