O potrzebie demona

W odpowiedzi na wyparcie wspomnianego pierwiastka, Lebenstein wraca w swych dziełach do demona. Cykl jego obrazów przedstawiających nocny Paryż, jak zresztą opisywał je Czesław Miłosz, przypomina poezję Sępa-Szarzyńskiego. Lebensteinowski Paryż, jego nocne bary i speluny zaczynają wypełniać karykaturalne, powykręcane ciała, rozpadające się i gnijące korpusy, nieświadome jeszcze czyhającej śmierci, nierozumiejące, że za rozkoszami, którym właśnie się poddają, tkwią podszepty wiszących im na ramionach demonów, skrzydlatych biesów. Jest jeszcze jeden istotny element związany z opisywaną drogą twórczą Lebensteina. Otóż jego powrót do demonów, ich ujawnienie się w jego pracach – okazały się też drogą do Boga. Poprzez odkrycie demonicznego wymiaru egzystencji, poprzez odsłonięcie złego (ale broń Boże nie jego gloryfikacji, czy zachwytu nad nim) – rozpoczął się powrót do Absolutu.Ukrycie demona, to ukrycie zła Demon dąży do ukrycia tego, co prawdziwe. W tym tkwią jego esencja oraz jego cel. Od węża z ogrodu rajskiego, po Hamana z rodu Amaleka, który chciał wygubić naród wybrany, niosący Słowo Święte, do dzisiejszych czasów – w ukryciu tkwi największa siła złego. Jest to konstatacja banalna i oczywista. Tak samo jak ta, że w fakcie ukrycia własnego istnienia tkwi jedno z największych zwycięstw demona. Można więc stwierdzić, że świat bez demonów okazuje się miejscem skrajnie demonicznym. Że moment negacji istnienia demona jest początkiem nowoczesnego myślenia o
     
22%
pozostało do przeczytania: 78%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze