Edyta Stein na leżaku

Istnieje pewien mit tego, czym powinna być lektura wakacyjna. A więc, mówi się, że na leżak czy pod namiot trzeba zabrać książkę lekką, najlepiej kryminalik lub romansik. Może być też wywiad rzeka. W końcu wakacje są po to, by odpocząć. Nie trzeba więc zawracać sobie głowy ciężką lekturą, przegrzewaniem komórek i teoretycznym zaawansowaniem. Ale to podejście wyjątkowo głupie. Kiedy będziecie projektować listę lektur na przyszłoroczne wakacje, wybierzcie rzeczy najcięższe: Platona, Arystotelesa, Tomasza i nie zapomnijcie jeszcze o Edycie Stein. Dlaczego? Po pierwsze, kiedy jesteście wolni i nie myślicie o robocie, myślcie o filozofii. Kiedy nie w głowie wam excelowe cyferki, zajmijcie się naturą bytu. Kiedy wreszcie szczególnie myślicie o mijającym czasie, o tym, że wakacje są takie krótkie i z każdym dniem biegną szybciej, porządna klasyczna lektura pozwoli wam nabrać własnego dystansu. By zacytować inną wybitną Żydówkę z XX w., czyli Simone Weil: piękno rodzi się z dystansu. Chcecie pięknego życia? To na wakacje weźcie cięższą lekturę i najlepiej taką, która wam pomoże zrozumieć, czym jest czas. Po drugie – co jest konsekwencją pierwszego – mówi się, że wakacje są dobre na przeżywanie przygód. Owszem, to prawda, ale nie stoi w żadnej opozycji do przeżywania przygodności. My, ludzie, jesteśmy przygodni. Mogłoby nas nie być. I przyjdzie taki czas, kiedy tu, na Ziemi nas nie będzie. Kiedy o tym myśleć, jeśli nie w wakacje właśnie? Ja, na przykład, kilkanaście lat temu właśnie
     
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze