ODZYSKIWANIE „SPRZEDANYCH ZA SPOKÓJ”

„Ziuk, posłany zostałeś tu, do tej Polski za karę za jakieś straszne przewinienie w dawnych twoich przeżyciach. Ty z natury ryzykant, z przyrodzenia wojownik musisz odbyć swą wędrówkę karną po ziemi wśród narodu, który ryzyka boi się jak czart święconej wody, na zimne jeszcze dmucha, a przed każdą walką natychmiast ustępuje. No i cóż poradzisz, musisz misję czy tam karę odbyć do końca. Gdy naród nie chciał wojny, tyś zaryzykował wojnę w imieniu twego narodu. Za karę trafiłeś od razu do więzienia. Miałeś zadatki na wodza, kochany naród obciął ci zaraz skrzydełka i powiedział: Halt! Bratku, idź tak jak twój narodek miły na najemnika pogardzanego. Teraz zaś mało ci jeszcze! Cały naród czynu czeka! czynu wielkiego poddania się! czynu cudownego bez ryzyka czynu, sprzedania się za spokój i bez odpowiedzialności. A tobie mało jeszcze! Chcesz ryzyka niesprzedawania się? Chcesz, szaleńcze, pozostać sobą i walczyć?” Ten mały fragment jednego z prawdopodobnie tysięcy listów, które wyszły spod pióra Marszałka, pokazuje jak na dłoni, iż jego nadawca – bezwzględny cenzor polskiej duszy – był zdania, że jedyną radą na słabość „sprzedania się za spokój” jest zdecydowane działanie przeciwko niej. Tak jest i dziś. Bez wątpienia właśnie tym jest ruch obywatelski domagający się prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Wyszydzany w pierwszych miesiącach po 10 kwietnia nawet przez tych prawicowych publicystów, którzy dziś udają, że zapomnieli, co pisali w maju, czerwcu czy lipcu 2010 r. Gdyby
     
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze