Uczmy się od Izraela

Pamiętam, jak pewnego razu „Krytyka Polityczna” uznała za stosowne podlizać się zachodnim salonom i zaatakować Izrael. Jednocześnie brak pewności, jak zostanie to przyjęte przez salon polski z okolic „Gazety Wyborczej”, nakazywał Sierakowskiemu daleko posuniętą ostrożność (to było kilka lat temu). Więc zamiast własnymi rękami rozprawić się z faszystowskim państewkiem z Bliskiego Wschodu uznał, że bezpieczniej będzie zaprosić po prostu Izraelczyka z lewej strony. Sierakowski, zapewne przerzucając realia polskie na Izrael, pomyślał, że jest sytuacją naturalną, iż lewicowo-liberalne media na obczyźnie zajmują się głównie tłumaczeniem, czemu gdzie indziej jest fajnie, tożsamość nie jest cool, a Ojczyzna to przeterminowany konstrukt opresyjnej plemiennej mentalności. Cóż, pierwsze zdanie lewicowego Izraelczyka w siedzibie „Krytyki Politycznej” brzmiało: „bo wy w Europie zapomnieliście, że nie ma demokracji bez nacjonalizmu”.Podążajmy za upiorami Ta dykteryjka idealnie obrazuje, czemu Izrael jest postrzegany jak kosmita przez Europę. Albo lepiej byłoby stwierdzić – jak upiór z zamierzchłych czasów przypominający salonom europejskim o dawno zapomnianej przeszłości. Czy może istnieć dobitniejsza obraza dla postpolitycznych mamideł o wiecznym pokoju, zapomnieniu, tolerancji i miłości niż huśtający się na szubienicy Eichmann z przetrąconym karkiem? Albo politycy z dumą mówiący o Ziemi Obiecanej i czołgi wysyłane, by walczyć o swoje państwo? Izrael właściwie nie tyle
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze