Historia, głupcze!

„Wór do jeziora” Nie przepadam, delikatnie mówiąc, za osobą ekswicepremiera, byłego ministra edukacji narodowej Romana Giertycha, ale trudno zapomnieć czas , gdy był ofiarą totalnej medialnej nagonki tylko dlatego, że ośmielił się nieco zmienić zestaw lektur obowiązkowych i nadprogramowych w szkołach średnich. Zmiany nie były rewolucyjne, poszerzono paletę autorów o kilku twórców, których Salon określał jako „konserwatywnych”, ale w środkach masowego przekazu, a raczej „masowego rażenia”, mogliśmy zaobserwować prawdziwą „jazdę po bandzie”. Czy pamiętamy jeszcze demonstracje uczniów skrzętnie reklamowane przez „Gazetę Wyborczą”, w dużej części inspirowane przez część nauczycieli i ZNP, na których widniały hasła: „Giertych do wora – wór do jeziora”? Dziś szlachetne protesty działaczy I czy II „Solidarności”, ryzykujących własnym zdrowiem w imię wyższych racji i wartości niematerialnych, spowija całun ciszy. Dla mainstreamu są oni – jak my wszyscy – marginesem. W gruncie rzeczy jest jednak odwrotnie: to my jesteśmy, by to określić słowami Stefana Żeromskiego, wierną rzeką i głównym nurtem. Oni zaś mierzwą, pianą, przypisem na dalekiej stronie księgi dziejów ojczystych. Gdy miałem 17 lat, czytałem egzemplarz paryskiej „Kultury”, w której Jerzy Giedroyć opublikował tekst o… usuwaniu przedmiotu historia z zasadniczych szkół zawodowych w PRL. Czy nie brzmi to dziwnie znajomo? Był wtedy rok 1980… Czuć było już społeczne poruszenie. Czuć było w powietrzu zmiany.
     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze