Jak dobrze być radiowcem

Dodano: 01/04/2012 - Numer 3 (73)/2012

Niedawno odnalazłem arcyciekawą monografię o tym przedwojennym radiu, znakomity przewodnik i zaprawa przed wyprawą wehikułem czasu. Maciej Józef Kwiatkowski – nieżyjący już zapalony radiowiec, powstaniec i varsavianista, pierwszy Polak, który doktoryzował i habilitował się z historii radia – opisał dzieje warszawskiej rozgłośni od samego początku – czyli od przejęcia przez Polskę niemieckiej radiostacji wojskowej w 1918 r. A potem stowarzyszenia radioamatorów, zabiegi, pierwsze próby nadawania i wreszcie powstanie właściwego radia. Znajdziemy tam analizy programów, sylwetki twórców, szczegóły techniczne i mniej techniczne anegdoty. Po prostu, uczta. Poznałem stare ramówki, budowę odbiorników i statystyki abonentów. Książka, co trzeba podkreślić, powstała za komuny. Czas powstania oczywiście pozostawił w książce swoje piętno, jednak wydaje się, że mniej niż w innych książkach o tej tematyce. Dość zabawne w tym kontekście są ubolewania autora nad nacjonalizacją w latach 30. Polskiego Radia. Rządom sanacyjnym obrywa się za próby ingerencji w program radiowy, w skład osobowy zespołu rozgłośni i nieuczciwe traktowanie prywatnych partnerów. Po prostu, skandal, rzecz niebywała w cywilizowanym świecie. I to wszystko w książce wydanej w 1980 r.! Choćby dla tych fragmentów warto po nią sięgnąć. A jednak lektura jest smutna. Pierwszy smutek ma swój początek w świadomości, że pojęcie „radiowca” wychodzi już z użytku, bo słowo to ma coraz mniej desygnatów. Radiowcy jak Indianie albo
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze