Mr. Democracy

Polska bez polityki Chiny dla świata zachodniego są od pewnego czasu zagadką. Upadek bloku wschodniego skłonił bowiem niektórych do prognozowania końca historii. Liberalna demokracja połączona z gospodarką wolnorynkową miały wygrać wyścig z Sowietami i kontynuować ekspansję w krajach arabskich. Taka prognoza na początku lat 90., kiedy rozpadał się ZSRR i trwała z sukcesami operacja Pustynna Burza, a nic nie wskazywało na przyszły krach finansowy, wydawała się całkiem realistyczna. Zjednoczenie Niemiec i postępująca integracja całego kontynentu zdawały się też wskazywać na nowy model prowadzenia polityki między państwami. To właśnie wtedy furorę zrobiła prognoza Fukuyamy o końcu historii. Większość intelektualistów, o dziennikarzach nie wspominając, przyjęła dość dosłowną interpretację tego sformułowania – liberalna demokracja miała być zatem czymś ostatecznym, zrealizowaniem się całej historii, jej prawdziwym eschatonem. Po liberalnej demokracji nie może być już nic innego, a jej rozprzestrzenienie się po reszcie świata miało już być tylko kwestią czasu. Dodajmy, że liberalnej demokracji razem z pozostałymi procesami, które w teorii miały jej towarzyszyć, w tym ostatecznej sekularyzacji życia społecznego, religijnego pomieszania i emancypacji kolejnych grup społecznych. Wydaje się jednak, że owi interpretatorzy – w dużej mierze wbrew intencjom samego Fukuyamy – popełnili błąd podobny do tego, któremu ulegli komuniści uznający system sowiecki za ostateczne
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze