Cmentarz Łyczakowski

Poprzednie miesięczniki

Kiedyś nie było bramy, nie było cmentarza. Zgodnie z chrześcijańską tradycją zmarłych chowano na przykościelnych cmentarzykach. Bogatych – w samych kościołach, często w osobnych kaplicach. Najskromniejsi czy najbardziej obłudni z mieszczan kazali się grzebać pod progiem, chcieli, by ich deptano. Przenosili w zaświaty swoją pokorę, może obłudę, w każdym razie coś bardzo ludzkiego. Ci, których nagrobki widzimy w kościołach i na cmentarzach, przenosili jeszcze więcej tego, co ludzkie. Stroje, tytuły polityczne i naukowe, podobizny osób kochanych – jakby bali się samotności w zaświatach. Na wszelki wypadek nieśli też z sobą dużo pobożności. Przechodzili do lepszego świata ułożeni w trumnach, ale przecież klęczeli na pomnikach, czasem stali ze sztandarem czy krzyżem w ręce. Niby milczeli, ale na płytach nagrobnych wypisane były słowa modlitw, pieśni, wierszy...Przyczynek do historii zaświatów W grudniu 1783 r. wyszedł dekret cesarski nakazujący zamknięcie przykościelnych cmentarzy. W Galicji szło to widać nie najlepiej, bo we wrześniu następnego roku dekret ponowiono, grożąc karami za zwłokę. Dopiero 1786 r. jest oficjalną datą erygowania (to słowo brzmi lepiej, niż „powołania do życia”) Cmentarza Łyczakowskiego, jednego z najstarszych polskich cmentarzy. Powązki datowane są na 1790 r., Cmentarz Rakowicki w Krakowie na 1803 r. Nieco starsza jest wileńska Rossa (1769 r.). Cmentarz Łyczakowski jest jednym z czterech cmentarzy, które wówczas powstały. Żółkiewski
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze