Lenin odczarowany

fot. Wikipedia
Rewolucja październikowa skłamana była od początku, od nazwy. Ani rewolucja, ani październikowa. Według naszego kalendarza wybuchła w listopadzie – i to był wręcz symboliczny początek nowej, komunistycznej kultury – kultury kłamstwa.

Największym wrogiem mitów, w których nas wychowywano, okazała się zwykła prawda. Wraz z wiedzą zmieniały się nasze charaktery. Bo nie jest tak, że prawda to coś neutralnego, bezbarwne tło. Ona ma moc obligującą, zmusza do konkretnych zachowań, zwłaszcza do ujawniania zdobytych wiadomości – by ludzie nie żyli w kłamstwie, by nie oszukiwali, nawet nieświadomie, i nie krzywdzili innych oszustwami. Pisał już o tym Norwid w „Promethidionie”, wskazując na praktyczne – w najwyższym tego słowa znaczeniu – obowiązki artystów:
 
Bo nie jest światło, by pod korcem stało,
Ani sól ziemi do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.

Prowadząc naszą poetycką „akcję historyczną” (a robiliśmy to wcześniej niż została wymyślona jej nazwa), organizując spotkania dyskusyjne wśród studentów i nauczycieli – musieliśmy się do nich przygotowywać. Zaczęliśmy od upomnienia się o powstanie styczniowe, lecz pierwszą większą akcję mówienia prawdy przeprowadziliśmy w 1967 r. A nawet dwie akcje. Najpierw pod pretekstem obchodów 5. rocznicy śmierci Broniewskiego zorganizowaliśmy spotkania, podczas których opowiadaliśmy prawdziwy życiorys poety – ze szczególnym uwzględnieniem Legionów i wojny 1920 r.; potem, ze względu na celebrowany w 1967 r. jubileusz 50-lecia rewolucji październikowej, urządziliśmy kilka prowokacyjnych spotkań. Marzec zahamował naszą poetycko-polityczną ofensywę, paru kolegów wyrzucono z akademika wprost do wojska – więc tym bardziej musieliśmy działać. Za nich i za siebie. Zaczęliśmy poznawać prawdziwą historię Polski, Rosji i tzw. demoludów. Pod wpływem prawdy rozpadał się na naszych oczach mit bolszewików, których...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: