Bezboleśnie ku ruinie

Poprzednie miesięczniki

Taki stopniowy schyłek jest kuszący. Masz zgromadzony spadek po bardziej dynamicznej przeszłości. Mityguje to bezbolesny, niemal delikatny ześlizg w dół. W wielu krajach Europy panuje podobny nastrój: siedzisz spokojnie w ogródku narożnej kawiarni, obserwując świat niespiesznie podążający naprzód. Życie jest niezłe, praca niezbyt wymagająca, nadchodzą wakacje, wojna została zdelegalizowana. Gdzieś na horyzoncie, w muzułmańskim getcie z 50-procentowym bezrobociem, młodzi ludzie zabawiają się w nocy podpalaniem renault i citroenów niewiernych. Ale nie w twojej dzielnicy [arrondissment] ani nawet w piątkowe popołudnia, gdy chcesz udać się do swojej podmiejskiej rezydencji. Czy naprawdę jest się czym martwić [...]? Dzisiaj nie mamy kontrastu między Ameryką i Europą. Tylko pomiędzy nieco więcej niż połową Ameryki, pogodzoną z perspektywą coraz większego zeuropeizowania swojej przyszłości, a innymi Amerykanami. Tymi, którzy są nieco przywiązani do swojej konstytucji, podatków niekonfiskujących dużej części ich zarobków, społeczności ceniącej bardziej indywidualne możliwości i szanse niż opiekę państwa, zdającej sobie sprawę, że wszystko to stanowiło podstawowy element amerykańskiego sukcesu [success story]. Jeżeli jesteś zrelaksowanym, niezaniepokojonym konserwatystą, wspominasz rok 1976. Niech Obama & Co. robią co chcą i psują to co im się zamarzy, a wtedy wrócimy za dwa czy cztery lata. Tyle że za dwa czy cztery lata będzie nawet więcej rejestracji wyborczych dokonanych
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze