Bracie, czy masz na zbyciu zasiłek?

W jednej szóstej brytyjskich gospodarstw domowych nie pracuje żaden z członków rodziny. Jedna piąta dzieci wzrasta w domach, w których pracą nikt się nie hańbi. „»Wielką Sprawę«, kolego?”– usłyszałem żwawy głos z londyńskim, cockney’owskim akcentem. Gazeciarze nawołujący na ulicach brytyjskich miast do kupna swego towaru to tradycja. Ale tym razem była pewna odmiana w odwiecznym rytuale.Wielka sprawa bezdomnego „Wielką Sprawę”, magazyn sprzedawany przez i dla „bezdomnych”, reklamował mi człowiek leżący wraz z kolegą na chodniku uliczki w pobliżu Piccadilly. Przeszedłem nad nim. Był poniedziałek. We wtorek był tam znowu. I w środę. W czwartek zażądał ode mnie wyjaśnień, czemu jestem tak niechętny wobec jego wezwań. Odpowiedziałem grzecznie, że przekonywanie ludzi, leżąc na ulicy, do przekazania mu części ich zarobków nie wydaje mi się zbyt zachęcające. A on na to, że wręcz przeciwnie. Poza takimi skąpymi draniami jak ja wszyscy są uszczęśliwieni, że mogą „pomóc” „bezdomnym”. Zapytałem, dlaczego w mieście o tak rozbudowanym systemie mieszkań komunalnych, socjalnych, jest „bezdomny”. Okazało się, że to jego personalny wybór, styl życia, który opłaca mu rząd. Znów przeszedłem nad nim. W pobliskiej kawiarni obsłużyła mnie polska kelnerka, plotkująca potem z koleżankami z pracy w ich ojczystym języku. Potem ubrana w chustę muzułmańska pani sprzedała mi notatnik. Na poczcie zajął się mną uprzejmy Cejlończyk, z którym chwilę pogawędziłem o krykiecie
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze