Six or Seven. Go to Hell or go to Heaven

Ostatnio dużo mi opowiadano o dzisiejszym Paryżu. Miejskim molochu, gdzie wszędzie porozklejane są plakaty z hasłami rewolucji: „Liberte! Egalite! Fraternite!”. Gdzie w metrze trzy czwarte pasażerów to kolorowa biedota, a reszta to zagraniczni turyści. Na ulicach nowoczesne, klimatyzowane bolidy, w których tkwią odseparowani od reszty autochtoni. W dyskotekach techno, z którym człowiek taki jak ja nie wie, co począć. Wszędzie gigantyczne reklamy, dużo skośnookich piękności zachwala gadżety, o których ja nie wiem, do czego służą. Napotkani ludzie reagują na podobnych mnie ze zdziwieniem, chociaż ubiorem się nie różnią. Francuzi patrzą gdzieś w przestrzeń. Mówią o czymś, czego, znając...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: