Six or Seven. Go to Hell or go to Heaven

Poprzednie miesięczniki

Ostatnio dużo mi opowiadano o dzisiejszym Paryżu. Miejskim molochu, gdzie wszędzie porozklejane są plakaty z hasłami rewolucji: „Liberte! Egalite! Fraternite!”. Gdzie w metrze trzy czwarte pasażerów to kolorowa biedota, a reszta to zagraniczni turyści. Na ulicach nowoczesne, klimatyzowane bolidy, w których tkwią odseparowani od reszty autochtoni. W dyskotekach techno, z którym człowiek taki jak ja nie wie, co począć. Wszędzie gigantyczne reklamy, dużo skośnookich piękności zachwala gadżety, o których ja nie wiem, do czego służą. Napotkani ludzie reagują na podobnych mnie ze zdziwieniem, chociaż ubiorem się nie różnią. Francuzi patrzą gdzieś w przestrzeń. Mówią o czymś, czego, znając francuski, nie sposób zrozumieć. Dziwne mają twarze. Dziwnie przejawiają emocje. Dziwnie chodzą i dziwnie śpią. Mikołaj z Kuzy pierwszy wprowadził określenie „coincidentia oppositorum” – współwystępowanie, jedność przeciwieństw. Wieża Babel, gdzie pomieszały się wszystkie języki. Mircea Eliade pisze, że w starożytności narodziny hermafrodyty, obojnaka, było traktowane jako przejaw gniewu bogów. Doskonała Jednia to absolut, w którym zniesione zostają wszelkie przeciwieństwa. Dlatego bóg-Jedno Parmenidesa jest absolutnie nieruchomy i niezróżnicowany. Jest skończony w swej doskonałości. Dopiero u Plotyna kolejne emanacje absolutu – hipostazy – ujawniają różnorodność cech. Im dalej od absolutu, tym większy pluralizm bytów. Bóg to doskonała Coincidentia Oppositorum. Wszelkie jej naśladownictwo w
     
57%
pozostało do przeczytania: 43%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze