Milczano, gdy należało protestować

Po ekspedycji karnej Rosjan brak reakcji ze strony prezydenta Łukaszenki uznano na Zachodzie za rodzaj milczącego sprzeciwu. Tymczasem, wezwany do Soczi przed oblicze Miedwiediewa, natychmiast pogratulował Rosji skutecznej akcji. Prawdopodobnie tak samo zachowają się wszyscy przywódcy WNP oprócz Gruzji i Ukrainy.

W rzeczywistości Łukaszenka nie był zachwycony, obserwując bieg wydarzeń. Ma świadomość, że jego losy są w rękach Kremla. Jego zależność od Moskwy jest jednak większa niż w przypadku Micheila Saakaszwilego. Wykonał więc wiele gestów pod adresem Zachodu: zwolnił z więzienia Kazulina, zatroszczył się o poprawę w zakresie praw człowieka. Zaczął wysyłać na Zachód sygnały, że chce naprawić stosunki z demokratycznym Zachodem, w nadziei, że to ułatwi mu przetrwanie.

Łukaszenka jest dyktatorem, a Saakaszwili wybranym w sposób demokratyczny prezydentem, lecz obydwaj muszą się liczyć z reakcjami Rosji. Każdy kraj na jej peryferiach musi myśleć o przetrwaniu w pobliżu takiego kolosa, który straszy sąsiadów zgrzytem gąsienic czołgów.

Co powinien zrobić Zachód, aby powstrzymać te gąsienice?

Zachód zmarnował wiele czasu, prowadząc politykę stałych ustępstw wobec Rosji. Wybaczał wszystkie jej wybryki, zarówno w zakresie polityki międzynarodowej, jak i tłumienia swobód demokratycznych wewnątrz kraju. Cały czas milczano, gdy należało protestować. Najbardziej widoczne było to po zamordowaniu Litwinienki w Londynie. Był to ewidentny casus belli, akt agresji. Przede wszystkim powinna ostro zareagować Anglia, a jeszcze lepiej, gdyby to uczynił cały Zachód. Odpowiedzią powinny być sankcje przeciwko Rosji. Tymczasem reakcja była mdła i Putin miał poczucie bezkarności.

Następny błąd popełniono w Bukareszcie, gdy odmówiono Gruzji przyznania MAP, przewidującego przystąpienie do NATO.

Nie tylko Gruzji, ale i Ukrainie.

Słusznie, zarówno Gruzji, jak i...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: