Nie palę Kisiela

Można też inaczej. Uznanie go za proroka nie jest trudne. Czyż nie przewidział transformacji gospodarczej? Nie chwalił pierwszych reformatorów? Nie zauważył Balcerowicza, zanim ten zabrał się za polską Gospodarkę? Powiedzielibyśmy, że zauważył Balcerowicza, nim ten zdołał dostrzec samego siebie. I jeszcze inaczej też można. Prorok, owszem, ale prorok kapitalizmu zupełnie innego niż ten, który zapanował po 1989 roku. Śnił on bowiem o wolnym rynku bez biurokracji. O takim, gdzie miejsce jest nie tylko dla wielkich korporacji, lecz przede wszystkim dla małych zakładów pracy, garażowych inicjatyw i jednoosobowych pomysłów – takich, których namnożyło się na krótko, póki nie zostały zduszone przez programistów III RP. Prorok, który widział siłę indywidualnego rolnictwa zupełnie inaczej niż obserwatorzy z głównego nurtu. Dla jednych największy wróg PRL, dla innych zdrajca, który – choć nie akceptował socjalizmu – to uznawał się za obywatela Polski pod nazwą PRL. Uznał ziemie zyskane na Zachodzie, przyjął do wiadomości straty na Wschodzie.Ilu czytelników, tyle Kisielów. Dla mnie co innego okazało się bardzo interesujące. Otóż każdy z tych Kisielów, mimo  pozornie apodyktycznej stylistyki, dopuszczał myśl, że publicysta się może mylić, że czasem przychodzi mu zmieniać zdanie, odwoływać, co mówił wcześniej i – co więcej – nie widział problemu w tym, by czasem posypać sobie głowę popiołem. Choćby dla higieny. Wiedział dobrze, że publicystykę pisze się tu i teraz, mając
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze