DOBOSZ W POCIĄGU

Nie tylko romansidła. Czytany jest Wańkowicz, seria Biblioteki Narodowej. A nawet Sergiusz Piasecki – od razu wiadomo, że jedzie bratnia dusza. Ja zaś po cichu i konspiracyjnie czytałem ostatnio Dobosza, Andrzeja Dobosza. Jego zbiorek felietonów „Ogrody i śmietniki” został wydany dwa lata temu, niedawno więc jak na recenzję, która nie jest na czasie, wszelako jego zawartość, złożona z tekstów napisanych całkiem niedawno, jest całkowicie nie na czasie. Takich felietonów bowiem już prawie nikt nie pisze. A jeśli już pisze, to z pewnością nie w naszej prasie, inaczej na pewno bym je mógł łatwo znaleźć i nie traktowałbym Dobosza jako wyjątku. A wyjątkiem jest i będzie. Bardzo prosty i elegancki język. Precyzja opisu. Erudycja. Większość tekstów to sprawozdania z lektur i chociaż sam nie potrafię pisać jak Dobosz, czuję w nim bratnią duszę, utożsamiam się z jego półkami i biurkiem zawalonym książkami. To bardzo zwyczajne, ale wspomnieć o takim biurku należy. Jest ono jednym z ostatnich wyznaczników tej ginącej rasy ludzi, jaką są inteligenci. Nie poznasz już inteligenta po wytartej marynarce, pozostaje jeszcze biurko zawalone książkami. Jeśli te biurka zginą – a pewnie kiedyś tak się stanie – dopiero wtedy będzie można mówić o końcu naszej kasty i nastaniu nowego typu człowieka wykształconego. Póki są jeszcze zawalone biurka, przynajmniej nasze własne, póty mamy nadzieję i rozpoznajemy się w tych chwilach, kiedy możemy zaczynać nasze teksty od wzmianki o piętrzących się (
     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze