Polski „power”

Stąd sukcesy sportowe mają natychmiast przełożenie na media wcale ze sportem niezwiązane. Nasze środki masowego przekazu nagłaśniają sukcesy biało-czerwonych w stopniu wyraźnie większym, i dobrze, niż analogiczne sukcesy Francuzów i Rosjan media w ich krajach. Co prawda widziałem prezydenta Jacques’a Chiraca w loży honorowej, gdy Francja zdobywała u siebie tytuł mistrza świata w piłce nożnej, pokonując w finale Brazylię 3:0. No, ale to było od wielkiego dzwonu. Politycy w Polsce trzymają się jakoś bliżej sportowców i bynajmniej nie uważam, aby wszyscy traktowali ich instrumentalnie: wiem, że część z nich czyni to z potrzeby serca. Faktem jest ten straszliwy polski głód sukcesu. Choćby sportowego. Choćby nawet traktowanego jako namiastka czy erzac sukcesów na innych płaszczyznach. Czemu o sporcie pisze polityk? Bo dziś jednak sport stał się i biznesem, i – jednak – częścią polityki, okazją do promocji własnego kraju, zademonstrowania swojej obecności, siły, dumy. Czynią to kraje wielkie – jak USA, Rosja, duże – jak Niemcy, ale też maleńkie – jak Jamajka. Czyni to też i Polska – lepiej późno niż wcale. A że poszczególne kraje przywiązują do tego niebywałą wręcz wagę, świadczy olbrzymie finansowe zaangażowanie rządów choćby Wielkiej Brytanii i Hiszpanii oraz zbudowanie przez nich całego wręcz systemu „robienia medali” na igrzyskach olimpijskich i imprezach mistrzowskich. To już niemal „przemysł”, ale w pozytywnym znaczeniu. Nie ma to nic wspólnego z państwową fabryką dopingu
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze