Kit demokracji

Jest zupełnym zaprzeczeniem demokracji, która właśnie działań obywateli potrzebuje jak powietrza. Po katastrofie smoleńskiej pacyfikowanie aktywności rzesz Polaków stało się niemal programowym działaniem największych mediów i sporej części polityków Platformy. Ludzie składający hołd parze prezydenckiej i domagający się rzetelnego śledztwa w sprawie tragedii byli przedstawiani raz jako nawiedzeni fanatycy, innym razem jako opłacani statyści, a kiedy indziej jako zionące nienawiścią masy, które wykorzystały bezczelnie tragedię narodową do pofolgowania swoim frustracjom. Próba pokazania ich prawdziwego oblicza – żalu, smutku, przywiązania do ojczyzny – skończyła się zlinczowaniem autorów dokumentu „Solidarni 2010”. Z Ewy Stankiewicz „Gazeta Wyborcza” i jej przystawki zrobiły Goebbelsa. Tu krótka dygresja. Kilka tygodni temu zadzwoniła do mnie dziennikarka z „Przekroju”, pytała o Ewę Stankiewicz, zakładając z góry, że jesteśmy przyjaciółkami – „pisowska” dziennikarka i „pisowska” reżyserka muszą się doskonale znać, bo przecież nieustannie knują, realizując wytyczne Jarosława Kaczyńskiego – jakie to oczywiste, prawda? A tu zaskoczenie. Panią Stankiewicz widziałam raz w życiu. Padły kolejne pytania. O przekaz ideologiczny „Solidarnych 2010”, o to, czy Ewa Stankiewicz jest teraz „twarzą kulturalną PiS” (cokolwiek by to miało znaczyć) i czy emisja dokumentu była specjalnie zgrana z ogłoszeniem przez Jarosława Kaczyńskiego startu w wyborach prezydenckich. Mało interesujące okazało
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze