Smoleńsk jak Watergate

Wskazaliśmy, że MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) to komisja złożona z przedstawicieli byłych członków Wspólnoty Niepodległych Państw, czyli de facto rosyjska. MAK odpowiada za wydawanie certyfikatów dla lotnisk (także Smoleńsk-Siewiernyj) i samolotów, co ma kluczowe znaczenie, biorąc pod uwagę, że rządowy Tu-154, który rozbił się w Smoleńsku, był wcześniej remontowany w Samarze, w Rosji. Ujawniliśmy też, że  szefowa MAK, gen. Tatiana Anodina, karierę zrobiła dzięki poparciu Jewgienija Primakowa, byłego wiceszefa KGB.

Ze śledztw nic nie wynika

Tymczasem z oficjalnych śledztw na razie niewiele wynika, mimo że prowadzone są aż cztery postępowania - żaden z istotnych wniosków o pomoc prawną wystosowanych przez nich do Rosjan nie został zrealizowany. Nie dostaliśmy ani oryginałów czarnych skrzynek, ani wraku Tu-154, o który na wniosek mec. Rafała Rogalskiego wystąpiła prokuratura, nie mamy protokołów sekcji zwłok, nawet wniosek komisji Millera - wysłania do Smoleńska archeologów - został przez Moskwę zablokowany.

Po stronie rosyjskiej, co ujawniliśmy, śledztwo prowadzi Prokuratura Generalna Rosji pod przewodnictwem Jurija Czajki, który nadzorował wcześniej karykaturalne śledztwa w sprawie zabójstw dziennikarki Anny Politkowskiej i oficera FSB Aleksandra Litwinienki oraz sprawę Michaiła Chodorkowskiego.

Sytuację tego poczwórnego śledztwa, na co zwróciła uwagę w rozmowie z „GP” dr Anna Konert, ekspert prawa lotniczego, komplikuje oparcie zasad polsko-rosyjskiej współpracy na konwencji chicagowskiej – wykazujące, że delegacja prezydencka leciała prywatnym samolotem. Konwencja dotyczy bowiem tylko samolotów cywilnych. Tymczasem loty wszystkich samolotów wojskowych nigdy nie są lotami prywatnymi. Zgodnie z chicagowską konwencją o międzynarodowym lotnictwie cywilnym i normami ICAO, gospodarzem śledztwa jest Rosja, a dane z pokładowego rejestratora głosów w kabinie pilotów nie mogą być podawane do publicznej...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: