Mój Rubikon

Dodano: 30/08/2010 - Numer 8 (54)/2010

Po wiekach nasi zachodni sąsiedzi z tą samą konsekwencją wprowadzali u siebie narodowy socjalizm, a następnie komunizm, a Polacy z tym samym dystansem, w sumie powierzchownie, siłą rzeczy, ale daleko od gorliwości, współżyli z narzuconym sowieckimi bagnetami ustrojem. Oficjalnie życie polityczne było odbierane jako mniej lub bardziej chciana, mniej lub bardziej tolerowana konieczność. Oficjalna rzeczywistość była odbierana jako teatr (często teatr groteski lub absurdu), ze wszystkimi z tym związanymi formami teatralizacji. Prawdziwe, ważne, wartościowe, własne było życie prywatne. Tak było w PRL. Ale przecież, przynajmniej w pewnym stopniu, kontynuacja tego stanu rzeczy miała miejsce w III RP. Owa teatralizacja była też i udziałem Polaków w ostatnich dwóch dekadach. Widok polityków zabijających się na sali plenarnej Sejmu i potem pijących wspólnie wódkę w jego kuluarach był normą, ale też świadczył, że parlament to teatr, a posłowie-aktorzy to kumple, kolesie od kielicha, a zapewne i od wspólnych interesów. Widziało to społeczeństwo - i reagowało coraz mniejszą frekwencją, tumiwisizmem, olewaniem całej sfery publicznej, elity z tego powodu biadoliły, ale czyniły to obłudnie: niska frekwencja bowiem w gruncie rzeczy jest korzystna dla mainstreamowych elit polityczno-medialnych. Im mniej świadomych i głosujących obywateli, tym łatwiej manipulować opinią publiczną. Urok tamtej „soft-polityki” polegał na tym, że w ramach „:światowych standardów” i „wznoszenia się ponad
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze