Etyka zdrady publicznej

Pierwszy użytek tego pojęcia jest, oczywiście, melodramatyczny. Ponieważ życie intymne jest przedmiotem publicznych dywagacji i uznaje się miłosne perypetie za temat na tyle ciekawy, by poświęcać im filmy oraz książki. Mieszczańskie ploty z XIX w. i wcześniejsze podniety sług na pańskich zamkach – to wszystko jest niczym w porównaniu z dzisiejszą estymą, jaką cieszy się kwestia zdrady. Czytamy więc na stronie agencji detektywistycznej: „Podejrzewasz że twój partner cię zdradza? Chcesz mieć dowody jego niewierności? Nie trwaj w niepewności!” Zdradę należy bowiem udowodnić. To nie wszystko. Mówi się także czasem o zdradzie ideałów, o sprzeniewierzeniu się wartościom i porzuceniu dawnych zapatrywań. Mówi się, ale już bez zdziwienia. To nie te czasy, gdy zdrada ideałów byłaby dziwna. Dziwne są raczej same ideały. Dziwne, że człowiek może w ogóle wierzyć w cokolwiek, a potem się z tego jeszcze tłumaczyć. W naszych pokojowych i demokratycznych czasach jeszcze rzadziej mówi się o trzecim użytku tego słowa. Tego, który nazywamy zdradą stanu, kraju, ojczyzny etc. Rzecz wcześniej karana ścięciem, powieszeniem lub przynajmniej oślepieniem, odcięciem języka i wygnaniem. Teraz także obecna w naszym kodeksie karnym (art. 127 i 128) – w formie dość suchej, ale wydaje się, że celnej: „Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze