Smoleńsk był ostrzeżeniem

Dobrze się stało, że w wyborach prezydenckich z ramienia Platformy Obywatelskiej kandyduje Bronisław Komorowski. Dobrze, bo polityk ten doskonale uosabia to, co stało się w ostatnich latach z rządzącą partią, która powoli, ale za to niezwykle konsekwentnie, przepoczwarza się z siły obiecującej zmianę (symbolizowaną w latach 2004-2005 przez Jana Rokitę, zwłaszcza w okresie komisji rywinowskiej) w zdeterminowanego obrońcę patologii III Rzeczpospolitej.  Jeden z uczestników słynnego spotkania w warszawskich łazienkach, gdzie zaprezentowano komitet honorowy marszałka Sejmu, opowiadał, że poczuł się jak na spotkaniu nawet nie Unii Wolności, ale Unii Demokratycznej. Martwa wydawało się, odrzucona przez Polaków formacja powstała z grobu i oplotła swoją następczynię, zawładnęła ją. A Donald Tusk, który przez moment myślał, że stworzył coś własnego, nowego i świeżego, musiał tam właśnie dostrzec, jak mało znaczy. Zobaczył skumulowaną siłę spokoju, z tymi samymi „autorytetami”, tak samo, w natrętnie wywyższającym się duchu, pouczającą innych, pewną swego, żądającą władzy. Poczuł zapach środowiska, które właśnie  przejęło jego salon i czuje się tam jak u siebie w domu. I, jak można założyć, dobrowolnie nie wyjdzie. Więcej nawet: prędzej czy później spróbuje przejąć go na własność.Kim jest chichoczący wąsacz? Stamtąd, ze świata przedrywinowego, jest właśnie Bronisław Komorowski. Jego niejasne, ale trwałe, kontakty ze służbami specjalnymi PRL/III RP, jego zamiłowanie do
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze