Prawdziwa cena prawyborów

Pan i władca I tak się dzieje. Mamy więc do czynienia z paradoksem: na prawyborczym zabiegu zyskują wszyscy, z wyjątkiem samych ludzi Platformy. Korzysta polska polityka, bo mimo ułomności preelekcji w wykonaniu PO zasada, by część partyjnych decyzji oddać w ręce członków partii, warta jest powielenia także przez inne formacje. Zyskuje szyld Platformy, bo przez dwa miesiące skutecznie ogniskuje zainteresowanie opinii publicznej, spychając w cień wszelkie inicjatywy partii opozycyjnych, debatę o dwuleciu rządu, pogarszającą się sytuację na rynku pracy i wzrastający dramatycznie deficyt finansów publicznych. Plusy w swoim kajeciku może zapisywać także Donald Tusk – ma spokój, nikt niczego od niego nie chce, o nic nie pyta. Większość obserwatorów i mediów emocjonuje się walką wewnętrzną w PO. Walką bezpieczną  – bo przecież zbiór potencjalnych wygranych jest z góry określony i ograniczony. Wygra albo Radosław Sikorski, albo Bronisław Komorowski. Z punktu widzenia szefa Platformy średnia różnica. Ale największy uzysk Donalda Tuska polega na czym innym. Istotą sprawy jest bowiem skuteczne napuszczenie na siebie tych sił w Platformie, które dotychczas żyły złudzeniem własnej pozycji, swojego znaczenia. Które były przekonane, że coś im się naturalnie należy. Im silniejsza jest walka o głosy członków partii rządzącej, im większe padają złośliwości i mocniejsze ciosy, tym lepiej dla Tuska. On stoi z boku i ze złośliwym uśmiechem przygląda się, jak ludzie żyjący
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze