Obywatel Europy podąża na Zachód

A miało nic się nie zmienić. Ot, wyjazd. Uciążliwość raczej i wyrwa z przyjemnych zajęć niż ekskurs i przygody. Notuje, że boi się takich sytuacji, bo i tak nic się nie zmieni, bo wszystko na darmo, bo wszędzie jest tak samo jak tu. W dodatku ta Ameryka. „Nigdy naprawdę nie wierzyłem w istnienie Ameryki ani w to, że Ziemia jest okrągła”. Co musi się stać, aby uwierzył? Z początku wystarczy nic. Takie nic, które bierze się z nicnierobienia. Imprezowe towarzystwo nieznanych literatów. Niby różnorodność typów, ale jakaś taka nieszczególna. Jak wytwory niektórych z nich. W poczuciu obowiązku zapełniają kartki maszynopisu wzorkami, jakby nie było słów, myśli i wrażeń. Ta literacka wysepka na uniwersytecie to jakieś kuriozum w kraju, gdzie każdy gdzieś biegnie. Nie wiadomo, po co tych okularników tu spędzono. Z nadmiaru pieniędzy, których nie można na nic lepszego przeznaczyć, z próżności czy z ekscentryzmu fundatorów? Przecież pisarstwo jest bardziej sztuką niż produkcją z zakładów Forda. Ci biegający ludzie z minami, jakby mieli coś ważnego do załatwienia. „To ciepło pochodzące z ruchu i napięć uderzało mnie za każdym razem, gdy znalazłem się na nowojorskiej ulicy”. Ameryka, odkrywa Kijowski, jest zmierzaniem dokądś. Tylko dokąd? Oto pytanie dla pisarza-metafizyka. W trakcie lektury przypomniała mi się tutaj nowela Steinbecka „Kasztanek”. Jest tam postać starego dziadka, który prawie cały czas opowiada historię, jak to kiedyś prowadził karawanę na Zachód. „Idea podążania na
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze