Bóg, natura, przypadek

Ten 90-letni człowiek nie miał materialnych pamiątek, żadnych książek i zapisków. Kiedy opuszczał Kijów po rewolucji bolszewickiej, zostawił bibliotekę. Opisując ten wyjazd, wspomina, że zostawił wyposażenie domu i właśnie książki. Nie sposób tym książkom nie poświęcić osobnego zdania. Książki nie są jak lampka na szafce nocnej, nie są nawet jak łóżko czy fotel. Domowa biblioteka jest bytem osobnym, swoistym i niepowtarzalnym. O jej wyjątkowości nie stanowi ta czy inna książka, ona jest tym, czym jest, jako całość. A ta całość nie powstaje według jednolitego planu, nie jest kompletem mebli zrobionym na zamówienie u stolarza. Owszem, biblioteka odzwierciedla charakter jej właściciela, jego pasje, prace i znajomości. Ale gromadzona latami, kumuluje raczej rozmaite zdarzenia niż opowiada jedną historię. Ta całość, podobnie jak osobowość właściciela, składa się z przypadków, zdobyczy, nabytków. I sam Łączyński, kiedy wspomina rozmaite wydarzenia, podkreśla, że rządził nimi przypadek, a nie plan Opatrzności. Ten Łączyński najbliższy jest Diderotowi, którego przytacza w motto książki. I to jest pierwsza odpowiedź na pytanie o władzę nad życiem, jaką starzec próbuje przekazać. To perspektywa człowieka, który patrzył na historię i był jej przedmiotem. Wykształcony w obcym państwie. Polak, który kończy medycynę na zrusyfikowanym uniwersytecie, doktoryzuje się w Petersburgu, pierwszą pracę podejmuje we wschodniej Ukrainie, później w środkowej Rosji, by potem na dłużej osiąść w Kijowie
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze