Rozkosznie niebezpieczna pamięć

Pamięć nie istnieje, bo rzeczy w naszym świecie są wyjątkowo bezduszne, dosłowne i są tylko teraz. To, co było, już nie istnieje. Nie istnieje też pamięć. Istnieje za to pamiętanie. Istnieje, ale nie tak jak rzeczy. Pamięć jest aktem. Możemy więc sensownie pytać: kto pamięta, co pamięta i jak pamięta. Podmiot, przedmiot, relacja. W naszym języku jest ślad pewnego ważnego rozróżnienia. Czasem mówimy, że coś pamiętamy. Innym razem, że sobie przypominamy. Pamiętać i przypominać sobie – to nie to samo. Grecy mieli na to dwa różne słowa. Pamiętanie to mneme, przypominanie to anamnesis. Pamiętanie jest bierne. Pamiętamy czas, kiedy byliśmy dziećmi. To znaczy zachowało się w nas wiele obrazów z dzieciństwa, wiele zapachów i słów. Możemy powiedzieć, że pamiętamy, jak chodziliśmy nad rzekę, jak poznaliśmy naszą żonę, jak pobiliśmy konkurenta. Mówimy wtedy, że te obrazy w nas tkwią, jakimś cudem nie wyparowały, nie zatarł ich czas. Wobec takiej formy pamiętania jesteśmy bezbronni. Ono po prostu w nas jest z całym dobrodziejstwem, ale i z przekleństwem, które nieraz niesie ze sobą pamiętanie. Mówimy wtedy, że nie możemy się uwolnić od pamięci o czymś – to znaczy nie możemy zapomnieć. Nie da się przecież usiąść i zapomnieć. Chciałbym zapomnieć – mówimy czasem. Albo nie chciałbym zapomnieć. Ale czy zapomnimy lub nie? Na to nasz wpływ jest już bardzo mały. Inaczej jest z przypominaniem, z anamnesis. Przypominanie jest wysiłkiem. Kiedy ktoś straci zdolność mowy, dozna afazji, to potem uczy
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze