Sięganie po Brzechwę

Bo przecież – tłumaczę znajomym – chłopcy w tej szkole wstają o piątej rano i mają zimny prysznic. Zimny prysznic – to wydaje się całkiem zdrowe i prawe, i wcale nie antywychowawcze. Bo Kleks jest prawdziwym wychowawcą, oddanym i uczciwym i uczy dzieci samym sobą, swoją postawą, swoimi wyborami, swoim silnym (niebywale!) charakterem. Czy może być lepszy i bardziej konserwatywny model wychowania niż ten, który proponuje Kleks? Że się bawi z nimi i uczy ich jakieś dziwnej kleksografii, że pojawia się tam Paj-Chi-Wo i jakieś wschodnie wątki? A niech będzie to wszystko. Dlaczego Brzechwa wprowadza to pozorne rozluźnienie edukacji, to skupienie się na jakichś rzeczach, których pewien czas temu nie uczono w szkołach? I dobrze, że nie uczono! Wykrzykują znajomi. Ale niech pamiętają o jednym. „Akademia...” powstawała w czasie wojny, w okupowanej Warszawie, w obliczu rzeczy strasznych i dla nas teraz niewyobrażalnych. I ten świat otoczony szkolnymi murami był oazą wolności. Z jednej strony były wejścia do świata bajek, z drugiej – brama do prawdziwego świata, tego okrutnego, którego Kleks nie chciał. I ten cały świat za wielką bramą był kwintesencją zepsucia, do jakiego doszła cywilizacja Zachodu, z jej kultem techniki i ślepego posłuszeństwa. Za tą bramą jest nie tylko golarz Filip, który chce zniszczyć Akademię. Tak naprawdę jest tam pruska tradycja, jest Hitler i to nie Hitler jako pojedynczy występek, ale pewien moment dekadencji współczesnego świata. Wychowanie w Akademii nie
     
43%
pozostało do przeczytania: 57%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze