Śmiertelne zapomnienie polityki

Polityka jest zatem po to, byśmy żyli, a nie umierali, i po to, by dobrze wiodło się tym, którzy jeszcze nie przeszli na drugą stronę. Wydaje się wręcz, że polityka jest wrogiem śmierci. Walcząc o życie i to życie dobre, staje na przekór śmierci, która chciałaby zabrać nas do siebie jak najwcześniej. Polityka buduje ład – śmierć jest rozkładem. W przypadku ładu politycznego nietrudno jednak o błąd. Ma on w sobie coś – to coś, co my chrześcijanie nazywamy skutkami grzechu pierworodnego – coś destrukcyjnego i prawie demonicznego. Często polityka, próbując zaprowadzić ład, absolutyzuje samą siebie. Stara się wtedy pozbyć tego, co w niewygodny sposób przypomina o faktycznej skończoności tego, co doczesne, co tu i teraz, co czeka nieuchronna śmierć. Niewygodny świadek Śmierć jest skutkiem grzechu pierworodnego – polityka zaś, na swój, zwykle nieudolny sposób, próbuje nam pomóc w przezwyciężeniu skutków grzechu pierworodnego. W naszych czasach ten rozbrat polityki i śmierci zdaje się być jeszcze bardziej wyraźny. Polityka już nie tylko walczy ze śmiercią, ale walczy też z pamięcią o niej. To duża różnica; praca na rzecz oddalenia od nas śmierci na tyle, na ile to możliwe tu i teraz, a jej całkowite zanegowanie. Działać, pamiętając o śmierci, i działać, o niej nie pamiętając. Pytanie, dlaczego tak sie dzieje? Co stoi za wyrugowaniem śmierci? Są dwie proste odpowiedzi i jedna złożona. Wśród tych dwóch najprostszych odpowiedzi są i zanik religijności, która zawsze otwierała nas na
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze