Wtopa w Brukseli, czyli upadek trzech mitów

Dlaczego Polska przegrała tę batalię? Przecież miało być tak dobrze. Przypomnijmy, jak propaganda rządowo-partyjna jako wielki sukces gabinetu Tuska odtrąbiła tekę komisarza ds. budżetu dla europosła PO Janusza Lewandowskiego. Według tej narracji to stanowisko miało przynieść nam klucz do najważniejszych decyzji finansowych w UE. Każdy, kto cokolwiek wie o Unii, wiedział, że komisarz „od budżetu” jest znacznie mniej ważny od choćby tych zajmujących się rynkiem wewnętrznym i usługami, konkurencją, energetyką czy przemysłem i przedsiębiorczością. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że w poprzedniej kadencji Komisji Europejskiej (2004-2009) tekę budżetową miała... mała Litwa, a teraz tak naprawdę nie było na nią chętnych. Bo o unijnym budżecie - to tajemnica poliszynela - i tak decydują najwięksi gracze UE, jak Berlin, Paryż, Londyn, Rzym czy bogaci płatnicy netto: Haga czy Sztokholm. Reasumując: polski komisarz od budżetu miał być naszym wielkim atutem w walce o unijne środki, ale nic nie wskórał.  Kolejnym epokowym sukcesem rządu PO‒PSL w polityce zagranicznej miał być wybór Polaka na funkcję przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Wiadomo: PE po wejściu w życie Traktatu Lizbońskiego miał nabrać na znaczeniu, europarlament ostatecznie zatwierdza (lub nie) unijny budżet, nasz człowiek w tym miejscu miał mieć ponoć decydujący głos w różnych sprawach, słowem, mieliśmy się cieszyć, chwalić Tuska i spać spokojnie. A tu masz! Nasz pan przewodniczący nic nie zrobił, a co więcej -
     
45%
pozostało do przeczytania: 55%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze