1612 kłopotów z filmem historycznym

Poprzednie miesięczniki

Piękna husaria w filmie „Rok 1612” Ty mnie nie rusz! Były i plusy takiej sytuacji. Nie mieliśmy wzajemnej szarpaniny, nie do pomyślenia było – nie moje sformułowania, ale poręczne – kino histeryczne czy rewanżystowskie. Sowieci też się hamowali, w imię spokoju w Warszawie. Taka powściągliwość obowiązywała w ZSRR i wobec innych nacji. Łagodzono setki kłopotów z kinem republik, dyscyplinowano twórców, by nie wchodzili w konflikt z centralną linią polityczną. Czasem trudno się było połapać. Kiedy w 1938 r. Sergiusz Eisenstein nakręcił antykrzyżackiego, antyteutońskiego „Aleksandra Newskiego”, to miał kłopoty, bo Stalin parł do zbliżenia z Niemcami. Gdy w 1941 r. Hitler zaatakował, Eisenstein znów okazał się mistrzem „montażu atrakcji” i wirtuozem kadru, a także filmowym intelektualistą. Ale ostrożność w podejmowaniu tematów historycznych dotyczy wszystkich kinematografii. Rafał Marszałek w książce „Filmowa pop-historia” (1984) zauważa uniwersalną „genetyczną trudność refleksji o narodzie”. „Poza motywacją ściśle propagandową i poza okolicznościowymi hołdami pamięci narodowej powinno istnieć zapotrzebowanie na wyżej zorganizowany typ wypowiedzi analitycznej. Ujawnia się ono rzadziej, niż można by przypuszczać. Wydarzenia, które historycy uważają za podstawowe dla życia narodów, są ignorowane przez realizatorów; znamienne jest, że kino amerykańskie unika wojny secesyjnej, a kino francuskie – Rewolucji”.Historyczne kino myślące Oto paradoks PRL
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze