Maciej Parowski

Maciej Parowski
Pierwszy był Daniel Olbrychski, aktor charyzmatyczny, sportowiec, wojownik, który wcielał się w dramatyczne postaci z narodowej mitologii, tak jak je zapisali Żeromski i Sienkiewicz, a filmowali Wajda i Hoffman. Takie wtedy było kino. Parę lat później „Zbyszek” przypadł Frankowi Trzeciakowi za rolę skazanego w 20-leciu międzywojennym za morderstwo bezrobotnego Malisza, bohatera w „Na wylot” Królikiewicza. Nie chodzi w tym o naśladowców Cybulskiego, to byłoby niewykonalne. Celem nagrody nie było stawianie pomników. Poszukiwano młodych artystów kina, którzy, tak jak kiedyś Cybulski, użyją swojej fizyczności, talentu i rzemiosła do nadania formy naszym marzeniom, snom, lękom, naszemu rozumieniu rzeczywistości i naszym dramatom. I to się nie zmieniało – zarówno wówczas, kiedy przyznawała...
Maciej Parowski
Obrazoburcy Zacznijmy od Gdyni 2008. Festiwal, w opinii środowiska przełomowy, został jakoby zepsuty fatalnym werdyktem. Nieprawda. „Mała Moskwa” Waldemara Krzystka, melodramat i kino polityczne w jednym, słusznie dostała nagrodę. Za pionierski temat, ciekawy scenariusz i aktorstwo. Środowisko wolało „33 sceny z życia” Małgorzaty Szumowskiej, ryzykowną produkcję, która ośmiesza ceremonię pogrzebu – pokazuje odejście bliskich z perspektywy kamerdynera. Owszem, śmierć jest paradoksalna, nasze zachowania bywają nielogiczne, nawet w przypadku filozoficznego i religijnego oparcia wpadamy w rozpacz albo niepowagę. Szumowska dotyka tu jakiejś prawdy, ale ponieważ wybrała łamanie tabu, a nie wieloznaczność – triumf „Scen…” byłby moralnie i artystycznie demoralizujący. To fragment sporo...
Maciej Parowski
Piękna husaria w filmie „Rok 1612” Ty mnie nie rusz! Były i plusy takiej sytuacji. Nie mieliśmy wzajemnej szarpaniny, nie do pomyślenia było – nie moje sformułowania, ale poręczne – kino histeryczne czy rewanżystowskie. Sowieci też się hamowali, w imię spokoju w Warszawie. Taka powściągliwość obowiązywała w ZSRR i wobec innych nacji. Łagodzono setki kłopotów z kinem republik, dyscyplinowano twórców, by nie wchodzili w konflikt z centralną linią polityczną. Czasem trudno się było połapać. Kiedy w 1938 r. Sergiusz Eisenstein nakręcił antykrzyżackiego, antyteutońskiego „Aleksandra Newskiego”, to miał kłopoty, bo Stalin parł do zbliżenia z Niemcami. Gdy w 1941 r. Hitler zaatakował, Eisenstein znów okazał się mistrzem „montażu atrakcji” i wirtuozem kadru, a także filmowym...