Sport najwspanialszy

Poprzednie miesięczniki

Niezwykle proste reguły zrozumiałem już po pierwszej transmisji. Jeszcze w PRL słuchałem czasem sportowych wiadomości radiowych BBC. Nazwiska golfowych mistrzostw, stale powtarzane, zapamiętałem. Po krótkim czasie miałem już, co ważne, swych faworytów, którym zacząłem zawzięcie kibicować. Decydujące wszakże było odczucie, że jest to sport szalenie emocjonujący, niezwykle atrakcyjny. A przy tym jakoś specyficznie relaksujący. Wcześniej orientowałem się, wiedziałem, że to dziedzina sportowa ogromnie prestiżowa, ważna, wielce w świecie popularna (nie tylko w krajach anglosaskich). Ale nie przypuszczałem, iż jest wręcz elektryzująca. A także wytwarza atmosferę Wielkiego Sportu. A tę dobrze znałem. Nikt mnie nie namawiał, żaden snobizm nie wchodził w grę. Coraz większa fascynacja przyszła „sama”, naturalnie. Sport w Polsce niedostrzegany, by nie rzec, lekceważony? No to co? Dekadami kibicowałem różnym dyscyplinom. Miałem własną skalę oceny, zbędne było oglądanie się na kogokolwiek. No i tak poszło. Próby przekonania innych, o jaki supersport chodzi, kończyły się z reguły niepowodzeniem. Patrzyli na mnie jak na dziwaka, jeśli nie wariata. Tym też się nie przejmowałem. Gdy w pełni poznałem hierarchię turniejów, zawodników, wszystkie tajniki golfa, już nikt i nic nie mogło zmienić mego zdania: jest to sport najciekawszy ze wszystkich. Gdyby jednocześnie odbywał się finał piłkarskich mistrzostw świata i np. końcówka turnieju Masters na „Magnolia Golf Course” w Atlancie, jakiekolwiek
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze