Sierpień 2008

Konsekwencje działań mających wpłynąć na bieg wydarzeń, na wynik wyborów w różnych krajach, na skompromitowanie wpływowych osobistości antykomunistycznych były czasem poważne.

W 1976 r. Sowieci postanowili utrącić nieprzyjaznego wobec nich demokratycznego kandydata na prezydenta, Henry’ego „Scoopa” Jacksona. Kompania, nieco ukryta, ale intensywna, miała jednak niewątpliwie wpływ na jego prawyborczą przegraną. Efekt? Objęcie władzy przez Cartera, co zaowocowało wielką globalną ofensywą sowietyzmu i jego ogromnymi, nowymi zdobyczami. Ale nie tylko. „Scoop” Jackson był ostatnim wybitnym przywódcą demokratów autentycznie, głęboko antykomunistycznym. Jego klęska spowodowała ostateczny upadek, zanik tej orientacji w szeregach jednej z dwóch wielkich partii Ameryki.

Słynny szef FBI, J. Edgar Hoover, był skutecznym, zdecydowanym wrogiem sowieckiej ideologii. Groźnym przeciwnikiem. KGB długo próbowało go skompromitować. A to przez fałszywki o charakterze politycznym, a to – obyczajowym. Niby nie udało się – media były jeszcze dość odpowiedzialne. Ale po jego śmierci brednie wysmażone w Moskwie zaczęły być podawane, nawet przez tzw. poważne media. Domyślałem się, że opowieści o jego bezeceństwach to czarna propaganda, ale nie znałem jej źródła.

Tak wyrazisty antykomunista świetnie pasuje i dziś na supernegatywnego bohatera. I proszę, co za sukces sowiecki: stacje typu Planete emitują programy o Hooverze – potworze i obłudniku. Opowiastki, iż był politycznym awanturnikiem, a także przebierającym się w czerwone suknie homoseksualistą uchodzą dziś za niemalże fakty dowiedzione.

Sukces nieco opóźniony? Nie całkiem. Już przed laty (w dodatku w czasie rewolty kontrkulturowej) „rewelacje” o Hooverze niezmiernie osłabiły FBI. Prestiż tej instytucji obniżył się (to samo można powiedzieć o CIA – tu dezinformacja święci dziś olbrzymie triumfy, tyle że jej twórcy, realizatorzy, autorzy to zapewne „ochotnicy”). Efekt, o który Moskwie...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: