Bez mitologii

Poprzednie miesięczniki

Za rok minie 20. rocznica „transformacji” – zważywszy, czym w końcu zaowocowała, i z braku innej cezury „przemiany”, będzie ona zapewne hucznie obchodzona. Niech tam i będzie – pogodziłem się z tym. Igor Janke słusznie wykpiwa nadwornego historyka sekty Michnika – Andrzeja Friszke, twierdzącego, iż owo świętowanie może podważyć publikacja przyczynku do biografii Wałęsy (gdy na krótki czas Wałęsa wszedł w konflikt z ową sektą, wyzywała go ona, także za granicą, i w czasie znacznie mniej oddalonym od apogeum „Solidarności”, antysemitą, a nawet Stalinem, i jakoś niczego to nie „podważyło”). Dość dawno temu popełniłem duży tekst o tym, że powinniśmy w pełni zdawać sobie sprawę, jak szczęśliwych, niezwykłych czasów dożyliśmy. Ale tekst ów napisałem po rozpadzie ZSRR. A nie w 1989 r. Tymczasem autor gloryfikuje ów rok 1989 w sposób zgoła nieumiarkowany. A przecież określenia, którymi często ten czas się opatruje – transformacja, przełom, zmiana – mówią bardzo wiele. Bo nie są to terminy równoznaczne, wymienne, z określeniami wolność i niepodległość. Chociaż ówczesna zmiana była znaczna. Jeśli się chce, można się nią upajać i po 20 latach. Ignorując bardzo wiele. Chociażby pośrednie argumentowanie, że bez ówczesnej ugody z komunistami (Okrągłego Stołu, grubej kreski etc.) nie byłoby dziś wolnej Polski, jest patentowanym nonsensem. Ponadto jedno wcale nie wynikło automatycznie z drugiego. By tak twierdzić, trzeba by założyć, że Polska była wyspą. Janke stwierdza wręcz, że obchody
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze