Poza olimpiadą

Poprzednie miesięczniki

British Open z 1972 r. Tytułu bronił znakomity Lee Trevino (w poprzednim roku wygrał po walce z... Tajwańczykiem). Faworytem tłumów był Tony Jacklin, który przywrócił blask angielskiemu golfowi. W III rundzie stale prowadził, ale Trevino uderzeniami wręcz nieprawdopodobnymi niwelował przewagę. Podobnie było ostatniego dnia, na 16. dołku. Na kolejnym, przedostatnim, przybysz zza Oceanu, który w poprzednich 20 dniach wygrał US Open i Canadian Open, czwartym uderzeniem posłał piłeczkę daleko w bok, na zarośnięte wzgórze. A Jacklin już trzecim znalazł się w pobliżu  dołka. „Turniej jest twój” – powiedział mu Trevino. Jacklin nie wykorzystał szansy na trafienie poniżej normy (birdie), ale to nic. Był już prawie przy dołku. A Trevino – to było oczywiste – musiał jeszcze wykonać co najmniej dwa uderzenia, czyli stracić z pewnością punkt lub dwa. I by przegrał. Uderzył jakby nonszalancko. I z tej ogromnie oddalonej pozycji trafił wprost do dołka. Zdenerwowany Jacklin chybił. A potem także „z drugiej strony”, chyba z 20 cm. Zamiast zysku i wygranej raptem przegrał. Ostatni dołek już nic nie zmienił. Trevino wygrał kolejny Open. To wydarzenie zupełnie załamało Jacklina. Praktycznie skończył karierę, przestał się liczyć jako golfista. Ten sport bywa okrutny. Trevino, zwycięzca sześciu „majors”, jeden z tylko sześciu golfistów, którzy znaleźli się na okładce „Timesa”, słynął z podobnych, magicznych wręcz uderzeń. Golf narodził się w Szkocji. Pierwsze zwycięstwo Anglika w Open było
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze