Jak to było naprawdę - WOJNA STULETNIA

Poprzednie miesięczniki

Kiedy tak żołnierze gwarzyli sobie, przepijając do siebie gorzałką, do ogniska zbliżył się płatnik pułkowy. – Panowie, żołd za mijający rok – powiedział. – Każdy dostanie po cztery talary. Proszę tutaj pokwitować, kto kółkiem, kto krzyżykiem. – Jak to po cztery talary! – oburzyli się żołnierze. – Przecież w umowie jest napisane wyraźnie, że należy się nam jeszcze trzynasta pensja, gratyfikacja bożonarodzeniowa i dodatek za przepracowane wolne soboty. Forsa na stół albo zakładamy komitet strajkowy. – Powoli, panowie, powoli – odrzekł płatnik. – Trzeba czytać też to, co napisane drobnym drukiem. Proszę, oto formularz umowy zatwierdzony przez Radę Zakładową przy tronie. Trzynasta pensja, gratyfikacja i dodatki należą się tylko tym, którzy podpiszą zobowiązanie, że przesłużą kolejne 12 miesięcy. Żołnierze poklęli pod nosem, ale ponieważ mieli zamiar w święta upić się jak należy i odwiedzić jeden i drugi lupanar, a na to potrzebowali gotówki, więc w końcu podpisali nowe umowy. W rok później, a był to już 99 rok wojny, historia się powtórzyła. Ale wtedy jeden z żołnierzy poszedł po rozum do głowy i udał się do adwokata. Prawnik wziął zaliczkę, przestudiował starannie umowę i odkrył, że żołnierze mają prawo do zaległego urlopu wypoczynkowego, urlopów okolicznościowych, zdrowotnych, sanatoryjnych, a niektórzy nawet macierzyńskich. Uzbierało się tego przez 100 lat tyle, że na statystycznego uczestnika wojny wypadało przeciętnie sześć lat urlopu płatnego. Kiedy wieść się rozniosła,
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze