CZARODZIEJSKA GÓRA PO SMOLEŃSKU

Dodano: 31/08/2010 - Numer 8 (54)/2010

Dla mnie Czarodziejska Góra odżyła po smoleńskiej tragedii. Nie tylko dlatego, że była to ulubiona powieść Lecha Kaczyńskiego, co samo jest już wymowne. W niej odkryłem ten sposób narracji, te sytuacje i tę atmosferę, która przyświeca schyłkowej III RP. Zdegenerowanemu państwu, które nie może sobie poradzić z nadciągającą katastrofą. Żyjemy w Berghofie. I tu z pomocą przyszedł Łukasz Maślanka i znakomity esej, który opublikował na portalu „Teologii Politycznej” – „Placet experiri. O końcu historii w Berghofie i jego przezwyciężeniu”. I wreszcie krótki tekst tego samego autora: „Hans Castorp patrzy na wrak”. W nim znajdujemy charakterystykę czasów, na które na przyszło patrzeć. Analogie nasuwają się same. Jak choćby wtedy, gdy Maślanka pisze: „źle wychowana pani Stöhr poszturchuje biednego Hansa Castorpa za jego zainteresowanie procesem umierania – nekrofilia nie będzie akceptowana – podobnie jak hemofilia”. Bohaterowie „Czarodziejskie Góry” mają problem z tym, co nęka pewną cześć Polaków, tę część uśpioną i poddaną władzy mediów głównego nurtu, tych naszych kuracjuszy. „Ta postpolityczna atmosfera zakładu ma za zadanie pacjentów uśpić i ogłupić, tak aby stali się pokorni, nie sprawiający kłopotów i bierni. Ich długotrwały pobyt na górze zapewnia zarządowi stałe wpływy do budżetu i pozwala na organizowanie pobytu nowym kuracjuszom.” I wreszcie dwa tabu, dwa potężne tabu, które decydują dzisiaj o powszechnej świadomości. To tabu polityczności i tabu śmierci. Złamanie tych tabu
     
42%
pozostało do przeczytania: 58%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze