Lwowski mistrz. Prawdziwy Polak kocha dwa miasta: to, w którym się urodził, i Lwów.

Dodano: 14/10/2007 - 20/2007 NGP
Poprzednie miesięczniki

Mistrz Borysowski nie podpisuje swoich zdjęć, mówi, że nie chce narzucać interpretacji. Chce, by każdy sam rozmawiał z fotografią, wpisywał w nią swoje uczucia Mistrz wierzb i innego piękna  Wystawa prezentuje po kilka zdjęć z różnych cykli. Jest więc „Symfonia Lwowska”, są także legendarne „Wierzby”. To dzięki nim nazywają Borysowskiego – niczym średniowiecznego malarza – mistrzem wierzb. A według niego wierzba to najbardziej polskie drzewo, jak cyprys włoskie, a brzoza rosyjskie. Na swój herb wybrał więc wierzbę i ona stanowi znak rozpoznawczy wielu jego prac. Są także na wystawie poruszające fotografie krzyży – stoją przy drodze do wsi, jakby witały. Są krzyże z podlwowskich wiosek, jest cykl „Krzyże Karpackie”. Kilka zdjęć to portrety małych miast: Żółkiew, Stryj, Stanisławów, Krzemieniec Słowackiego. Zjawiają się również („zjawiać się” – to najbardziej pasuje do tych zdjęć!) ludzie, których już nie ma – ocaleli na fotografiach z cyklu „Którzy zostali”. Jest więc jakaś stara kobieta dźwigająca torby z zakupami, jest również inna ciągnąca wózek pełen pudeł. Wzrok zwiedzających przyciągają także „Ludzie gór” – fotografowani w polu, w sadzie. Zawsze przy pracy. Mimowolnie, ale radośnie wypięte w stronę obiektywu kobiety, które sadzą coś na grządkach, a wokół wiosna; babina w gumiakach wędrująca górską ścieżką; mężczyźni orzący ziemię pługiem – widać, że spieszą się przed burzą. Nad nimi, nad całą tą kresową ziemią niebo coraz ciemniejsze i coraz bardziej
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze