Miarka za miarkę

Poprzednie miesięczniki

W pierwszym okresie rządów AWS, SLD, a teraz PiS kontrakt między rządzącymi a rządzonymi funkcjonował nie najgorzej. W pewnym momencie ulegał on jednak zerwaniu. Najczęściej drobne wydarzenia przepełniały czarę goryczy. Jak afera Rywina w czasie rządów lewicy. Jak fatalna kampania prezydencka Krzaklewskiego oraz pogorszenie się światowej koniunktury gospodarczej za rządów Buzka. Czy coś podobnego przytrafi się też PiS? Czy jakieś nowe „taśmy prawdy”, jakaś nietrafiona nominacja staną się kamieniami, które uruchomią lawinę odwracającego się zaufania wyborców? Tego oczywiście nie wiemy, ale to zdarzyć się może. W połowie kadencji politycy często mówią o „nowym początku”. „Co było, to było, ale odtąd będzie inaczej. Lepiej”, deklarują. Zazwyczaj „nowym początkom” towarzyszą zmiany premiera, najważniejszych (i najmniej lubianych) ministrów oraz koalicjantów. Za rządów AWS Buzek, szukając społecznego poparcia, zdystansował się od niepopularnego Krzaklewskiego i powierzył resort sprawiedliwości będącemu na politycznym marginesie Lechowi Kaczyńskiemu. Za rządów SLD prezydent Kwaśniewski użył wszystkich wpływów, by zdymisjonować Millera i powołać rząd „fachowców” Belki. Obie te operacje nie przyniosły jednak pożądanego efektu. Bo były spóźnione. Bo ograniczyły się do personaliów. Doświadczenie sugeruje, że „nowy początek” w wykonaniu PiS, jeśli ma przynieść zamierzony skutek, to nie powinien być odkładany ad Calendas Graecas. I nie powinien ograniczyć się do usunięcia z rządu
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze