Jak nie zostać Pionierem

Poprzednie miesięczniki

Uczeń III klasy sowieckiej szkoły Uczniem byłem wtedy miernym, gdyż wolałem czytać książki, niż odrabiać zadania domowe. Poza tym lubiłem chodzić do kina, a kin było kilka w najbliższej okolicy. Mieszkałem wtedy w dużym hotelu zasiedlonym przez rodziny ewakuowane z Moskwy. Mojej matce wraz z liczną rodziną przydzielono tam wielki pokój z dużym oknem wychodzącym na podwórze. Ściana czołowa pokoju od zawilgocenia porośnięta była grzybem, w związku z czym znajomy zdun – Żyd pochodzący z Polski – wymurował nam piec, a raczej piecyk. Matka była etatową przewodniczącą Zarządu Obwodowego Związku Patriotów Polskich. Pamiętam, jak do naszego pokoju w hotelu zawędrował okradziony na dworcu kolejowym przez słynnych złodziejów samarskich Polak jadący z Kazachstanu do polskiego wojska. Miał on na sobie ubranie z cienkiego filcu założone na gołe ciało (materiał tu i ówdzie się poprzecierał i przez dziury prześwitywało ciało; na dworze panował 20-stopniowy mróz). Matka podjęła go głodnego po długiej podróży z Kazachstanu amerykańską polewką z soi (soja pochodziła z darów Polonii Amerykańskiej dla Polaków w Rosji). Po spożyciu jednego talerza zupy gość był najwyraźniej nadal głodny, więc poprosił matkę o dolewkę. Uczynił to w tak uprzejmy sposób, że do dziś pamiętam swe zdumienie tą elegancją. W sowieckiej Rosji takich manier na co dzień się nie widywało. Przez kilka lat wojny nacierpiałem się sowieckiej biedy, ale tak ciężko doświadczonego człowieka widziałem po raz
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze