Terapeutka od muchówek

Niewidki akurat nie było, ale znalazła się kufajka, pozostawiona onegdaj przez ekipę remontową i w niej towarzyszka opuściła gabinet z miną lady Godivy na immunitecie. Zaraz po niej wślizgnął się mężczyzna, również o wyglądzie ekologicznym, którego jednak musiały zaatakować jakieś mniejsze zwierzątka, bo się bez przerwy czochrał. – Niech pani mi pomoże, bo znowu mnie atakują! – zachrypiał od wejścia. – Kto na Boga? – zapytała. – Insekty – odparł klient. – Nie jest to moja domena – rzekła z...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: