Z nocnej szafki

Poprzednie miesięczniki

Dawno temu niemal regułą było, że film nakręcony na podstawie powieści musiał być od niej słabszy. Obecnie coraz częściej zdarza się odwrotnie. Zwłaszcza gdy powieści są jedynie wtórnym przetworzeniem scenariusza. Na „W sieci kłamstw” Davida Ignatiusa trudno patrzeć inaczej niż przez pryzmat pasjonującego filmu Ridleya Scotta z kreacjami Russella Crowe i coraz lepszego, w miarę dorastania, Leonarda DiCaprio. Powiem szczerze, po obejrzeniu filmu przeczytałem książkę powtórnie i podniosłem jej ocenę o oczko, nawet dwa. W trakcie pierwszego czytania wydało mi się, że mimo znakomitego opisu realiów bliskowschodnich, utwór zbyt nachalnie wpisywał się w antybuszowską publicystykę. A przecież dotyka on jednego z bodaj najważniejszych elementów walki z terrorem i „zderzenia cywilizacji” – stosunku Amerykanów do swoich sojuszników i rozpaczliwego niezrozumienia odmienności kulturowej. Porażki amerykańskie w tym regionie wynikają z głębokiej „luki mentalnej”. Dla człowieka Orientu tak istotne na Zachodzie swobody osobiste czy demokracja polityczna nie są wartościami ani atrakcyjnymi, ani do końca zrozumiałymi, a przynajmniej nie takimi, dla których warto umierać. A w wojnie z terrorem nie wystarczy przyswoić sobie złych cech przeciwnika, czasem przydają się i te dobre, choćby lojalność i więzi rodzinne. O przewadze filmu nad książką ostatecznie przesądza główna rola kobieca. Ukochana bohatera jest w powieści białą ochotniczką, na ekranie arabską pielęgniarką. Dwie kolejne pozycje to
     
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze