Luty 2009

Coraz bardziej bowiem nabieram przekonania, że dla polityków (dla wszystkich polityków) liczą się wyłącznie ich notowania na słupkach poparcia. Jak je poprawić, jaki wizerunek przybrać, hasłem się popisać. Jakiejkolwiek ideowości u nich nie dostrzegam. A partia, zwłaszcza prawicowa, szczególnie dziś nie może być wyłącznie merkantylna, bezideowa.

Jestem świeżo po lekturze wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, więc mogę być nieco niesprawiedliwy, wybijając to na plan pierwszy. Ale o czym w tym wywiadzie mowa? Ano, poza ważnymi (nikt temu nie przeczy) problemami gospodarczymi, o procentach poparcia, o tym, kto kogo, czy i na ile wyprzedzi lub nie wyprzedzi. Bardzo przepraszam, ale mnie nie chodzi o dobro PiS, ale Polski, i to nie tylko to „garnkowe”. Zważywszy, co się dzieje w świecie, przede wszystkim – cywilizacyjne. Właśnie, po pierwszej, fatalnej, AWS-owskiej „reformie” oświaty ma miejsce druga, niszcząca historię, literaturę, wiedzę – mająca produkować ludzi będących intelektualnymi analfabetami.

Czy J. Kaczyńskiego to interesuje? Nie interesuje. Bezustannie szermuje się hasłem „modernizacji” pojętej przede wszystkim jako projekt kulturowy (a nie „autostradowy”), w celu spowodowania jeszcze większej zmiany – czyli upadku – obyczajów, estetyki, przyzwoitości, tradycji. Chodzi o „nową tożsamość kulturową”, jak kiedyś stwierdził Michnik w towarzystwie Cohn-Bendita. To zniszczenie naszej tożsamości dokonywane jest pod przykrywką pojemnego i atrakcyjnego hasła „nowoczesności”.

Jak trafnie zauważa w swym nowym tomie „Demokracja bez korzeni” Andrzej Waśko, cały ów zespół stereotypów określanych mianem „nowoczesności” zasługuje na taką samą weryfikację, jakiej poddawany jest w IPN obraz historii najnowszej Polski. Tego typu „zaangażowaną” nowoczesność propagują z wielką konsekwencją przywódcy brukselscy. Ich narzędziem jest Europarlament (który nigdy się nie zmieni) i eurosądy. Poprawność polityczna jest u nas wprowadzana coraz żwawiej. I...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: